Pomarańczarnia
Groszki

Pomarańczarnia

Zaraz po świętach z ostatnich pozostałości świątecznych spróbowałam zaaranżować moją pierwszą próbną sesję przy zastosowaniu nowego aparatu wraz z użyciem nowych lamp stałych. W ten sposób kolejna nauka za mną. Ale ile jeszcze przede mną.

Obstawiam, że jeszcze chwilę zajmie mi dobre ogarnięcie mojego nowego aparatu. Co prawda aparat mam już jakiś krótki czas. Ćwiczę i ćwiczę – jednak efekt nie jest dla mnie (jeszcze) odpowiednio zadowalający. Kiedy zakupiłam nowy D7100 – myślałam, że po pierwszych strzałach z przerzucenia się z D3100, ujrzę coś zupełnie zaskakującego! Tak się nie stało 🙂 Długą „chwilę” zajęło mi opanowanie całej instrukcji. Niby pochodna mego starego aparatu, a jednak pełno innych mankamentów na drodze. Dzięki zaprzyjaźnionym znajmomym, udało mi się opanować pierwsze dobre ustawienia, ale .. trening czyni mistrza. Przede mną „ciężki” okres nauki.

Dodatkowo zakupiłam nowy obiektyw. Sigma 18-35 mm ze światłem 1,8. Wszystko fajnie, ale zaraz po moim kitowym obiektywie >>tu<<, przerzuciłam się na obiektyw stałoogniskowy (który nadal posiadam). Przyzwczaiłam się już przez jakiś czas do „zoomu” na nogach. A teraz po raz kolejny trzeba się przestawić na inne nowości 😉 Nie narzekam, w porównaniu z początkiem – me akcesoria są bajką i poprostu trzeba nad nimi sporo pomajstrować.

Sprzęt jest bardzo dobrej jakości, wykonany bardzo solidnie. Jednak do robienia naprawdę dobrych zdjęć, muszę jeszcze sporo przysiąść. To początek drogi, ale miejmy nadzieję, że w przyszłości się oplaci. Obiektyw jest świetny, zaletą jest szeroki (jak dla mnie) kąt widzenia. Przy zdjęciach rodzinnych wreszcie mogę objąć np. cały pokój, a nie tylko jego fragment. Przy otwarciu obiektywu na maksa, czyli 18mm, mogę objąć nawet 4-metrowe pomieszczenie, z naprawdę niedalekiej odległości. Niestety ma to też swoje minusy. Kąt staje się lekko „zakłamany” i w tym przypadku krawędzie zdjęcia są w rzeczywistości delikatnie naciągnięte (przykład zdjęcia z pomarańczami). W ostateczności lepiej posiadać tak szeroki kąt, zwłaszcza dla zdjęć, w których chcemy objąć coś więcej. Jeszcze nie testowałam go w fotografii krajobrazowej, ale myślę, że może być obiecująco.

Co do lamp. To moje pierwsze próby. Są to standardowe lampy stałe – dwie. Wraz z dwiema parasolkami. Efekt – do przećwiczenia. Lampy nie wniosły póki co za wiele.  O softboxach muszę jeszczę chwilę pomarzyć, ale jet to w planach. Pierwsze próby ustawień były ciężkie, dodatkowo modelka (czyt. Groszka) nie chciała współpracować. Trzeba wiedzieć co z czym się je, a przy latającym bzyku między kablami – samemu nie jest łatwo. Ostatnio pisałam w mych poradach photogroszkowych, że ważna jest druga osoba. Fajnie byłoby się skupić na jednej, a nie pińdziesięciu rzeczach na raz. Ale matka przecież da radę! Dałam, ale uśmiechu na tych zdjęciach, to nie ma ani jednego! Pojawił się po sesji, gdy Groszka zjadła pomarańczę.

maluszek w biżuterii

słodka sesja malucha

stylizacja dziewczynki

GROSZKA&MODA:

– spódniczka: Reseved Kids,

-sweterek: H&M

Previous Post Next Post

You Might Also Like